„TYGODNIK PILSKI” Nr 7 (317) z lutego 1986 r.
– artykuł „Zdecydował przypadek” – wspomina Bronisława Matyja z Augustowa.

W Radomsku zobaczyłem ogłoszenie „Rodacy na Zachód”. Zdecydowałem się. W końcu maja odchodził transport – pociąg towarowy, w którym była nawet i amunicja. Wyjechałem tym transportem.

Po kilku dniach przyjechaliśmy do Piły. Miejscowy Państwowy Urząd Repatriacyjny mieścił się niedaleko dworca kolejowego, tam gdzie dziś jest szkoła zawodowa. Miasto było strasznie zniszczone.

W podwórku Urzędu była kuchnia, prawdopodobnie wojskowa, gdzie wydawano zupę. Poza tym każdy z nas miał przy sobie trochę żywności. Na salach były łóżka z siennikami, więc można było się przespać. Zaproponowałem zebranym, żebyśmy zaśpiewali „Wszystkie nasze dzienne sprawy”, a rano „Kiedy ranne wstają zorze”. Popłynęły słowa popularnych pieśni, obwieszczając Niemcom, którzy się tu jeszcze kręcili, że nastała na tych ziemiach nowa era. (…)

Po jakimś czasie zostaliśmy skierowani z Piły do Białogardu. Przed samym odjazdem spotkałem znajomego sprzed wojny człowieka, który poinformował mnie, że jest kilka wolnych gospodarstw w Augustowie koło Złotowa. Tym znajomym człowiekiem był Józef Burda, sołtys w Głubczynie.

Z Piły ponad 20 kilometrów szliśmy pieszo. Spotkaliśmy Rosjan jadących wozami, zabraliśmy się z nimi. Zanocowaliśmy w Głubczynie, gdzie spaliśmy w stodole. W następny dzień wybraliśmy się do Złotowa, znów pieszo. W Złotowie w tamtejszym PUR-ze dowiedzieliśmy się, że jest jeszcze wolnych pięć gospodarstw w Augustowie. Wzięliśmy je, nie oglądając. (…)

Augustowo, kolonia liczyło 42 gospodarstwa od 10 do 20 hektarów każde. Przybyli tu osadnicy rekrutowali się z Sandomierza, Dębicy, z Kieleckiego, a kilku pozostało jako byli jeńcy wojenni. Nasza „piątka” osadników pochodziła z województwa łódzkiego.

Pierwszy rok gospodarowania był rokiem bardzo trudnym. Nie mieliśmy koni ani krów. Kupiłem małego warchlaka, który był całym żywym dobytkiem. Żona moja nie bardzo chciała tu przyjechać, lecz w końcu jakoś się zgodziła. Przywieźliśmy ze swojego gospodarstwa kilka kur i kaczek, kupiliśmy gęsi. Mieliśmy czworo dzieci, w tym troje małych. Władze gminne z Krajenki przydzieliły nam krowę po Niemcach, którą potem spłaciliśmy. Za krowę na dawnym gospodarstwie kupiłem konia, potem po likwidacji poprzedniego dobytku kupiłem drugiego.

Jesienią 1945 roku zaorałem około sześć hektarów, obsiewając je żytem. Z powodu owej pary koni ludzie nie dawali mi spokoju, prosili o pomoc. Gdy skończyłem żniwa u siebie, zwoziłem zboże w odległej o 6 km Paruszce. „Robiłem” też swoimi końmi w Głubczynie, Krajence, Żeleźnicy.

Czas mijał  nieubłaganie, wciąż działo się coś nowego. W 1946 roku zorganizowaliśmy Ochotniczą Straż Pożarną. Zostałem jej prezesem.

BRONISŁAW MATYJA – Augustowo, gm. Krajenka


RSS Trackback URL Głubczyn | 22/09/2011 (23:26)

Artykuły

Napisz komentarz







aleja Augustowo Augustowo porosty Boże Ciało Głubczyn dożynki dożynki gminne Głubczyn dożynki Głubczyn Głubczyn odnowa wsi Głubczyn szkoła Głubczyn zdjęcia jezioro koło Skórki jezioro Okonte jezioro Wakunter jezioro Wapieńskie jezioro wapieńskie pzw jezioro Wapińskie jezioro Wapińskie PZW jezioro Zelgniewo jezioro Zelgniewo zezwolenia Jolanta Małecka park wiatrowy Krajenka procesja Głubczyn Stahren Stare Steinau Tadeusz Małecki wiatraki Augustowo wiatraki Głubczyn wiatraki Krajenka wędkowanie jezioro Wapińskie zdjęcia Głubczyna
Przeczytaj poprzedni wpis:
Ocalić od zapomnienia – artykuł z gazety „Boża Kraina”

W gazecie parafii Krajenka (numer z września 2011) ukazał się artykuł autorstwa Arkadiusza Gronowskiego na temat starych cmentarzy w okolicach...

Zamknij